Lotniska w Polsce

Spadające kaczki – Nok Air

Spadające kaczki – Nok Air
Spadające kaczki – Nok Air autorem artykułu jest Marek Bemben Można je zobaczyć tylko w Tajlandii. Niemal u każdego wywołują uśmiech sympatii. One również się

Spadające kaczki – Nok Air

autorem artykułu jest Marek Bemben


Można je zobaczyć tylko w Tajlandii. Niemal u każdego wywołują uśmiech sympatii. One również się uśmiechają, stąd hasło linii – „We fly smiles”. Najmniej powodów do uśmiechu ma za to zarząd linii, która wpada w coraz większe tarapaty finansowe.



Uparcie do przodu

Nok to po tajsku ptak. Według założycieli nazwa oddawać ma niczym nieskrępowane podróżowanie, zaś firmowy żółty kolor, to w tajskiej tradycji symbol przyjaźni i dobrych, pozytywnych uczuć.

Niskokosztowe linie lotnicze Nok Air powstały pod koniec 2003 roku. Inauguracyjny lot odbył się rok później – 24 lipca. Struktura własnościowa stanowi mieszankę przedsiębiorstw prywatnych i państwowych. Dominujący pakiet akcji posiadają tajskie narodowe linie lotnicze Thai Airways International. Wśród udziałowców są również banki, fundusze inwestycyjne oraz osoba prywatna – Patee Sarasin, dyrektor generalny Nok Air. Główną bazą jest Don Mueang International Airport w Bangkoku.

nokplane3Początkowo linie oferowały przeloty jedynie wewnątrz kraju. Później postawiły na ekspansję. W 2007 roku rozszerzono siatkę połączeń o Bangolare w Indiach. Z pomysłu wycofano się już po kilku miesiącach. Zdaniem Rajiva Bhatia z hinduskiego oddziału Nok Air, trasa nie cieszyła się dużym zainteresowaniem wśród pasażerów. W zamian otwarto połączenie Bangkok – Hanoi (Wietnam). Zlikwidowano je w maju tego roku. Fakty te nie wpływają na optymizm prezesa, który ma jasno wytyczoną ścieżkę rozwoju przedsiębiorstwa:

– Chcemy być największym i najlepszym przewoźnikiem low-cost w Tajlandii, a z biegiem czasu w całej Azji – deklaruje uparcie Patee Sarasin.

Pozostało jeszcze trochę do zrobienia, bowiem w najnowszym rankingu użytkowników portalu Smart Travel Asia, Nok Air zajął trzecie miejsce w kategorii przewoźników niskokosztowych. Eksperci przyznają, że to bardzo dobry wynik biorąc pod uwagę fakt, iż konkurentami „kaczek” są linie bliskowschodnie – słynące z wysokiego poziomu usług.

Sarasin nie ukrywa, że od swoich 130 pracowników wymaga przede wszystkim inicjatywy i… dużego poczucia humoru.



Rapujący prezes

Firma zarabia nie tylko na przewozach pasażerskich. Udostępnia również powierzchnię reklamową na zewnątrz maszyn. Najwyższy kontrakt podpisano z TOT – tajlandzkim operatorem telekomunikacyjnym, którego logo zostało umieszczone na kadłubach większości „kaczek”. Przez pewien czas linie zajmowały się też organizacją tzw. pakietów weekendowych zawierających przelot, noclegi oraz zwiedzanie Hanoi lub Chiang Mai – miejsca słynącego z okazałych świątyń oraz… tajskich masaży. Przedsięwzięcie nie przynosiło jednak spodziewanych dochodów.

Promocja linii przypomina nieco niekonwencjonalne sposoby marketingu szefa Ryanaira Michaela O’Leary. Świętując trzecią rocznicę powstania Nok Air rozdał 33 tysiące biletów za symboliczne 3 bahty (około 20 groszy). Z kolei w jednej z reklam telewizyjnych szacowny prezes Nok Air… rapował. Niedawno pozwolono sobie także na wyemitowanie telewizyjnego reality show z udziałem personelu pokładowego Nok Air. Zainteresowani pasażerowie mogli później otrzymywać sms z informacją, na jakiej trasie poleci ich ulubiona stewardessa lub steward.







Low-cost z klasą biznes

Flota Nok Air składa się z 9 Boeingów 737 typu 400 i 800, turbośmigłowego samolotu ATR 72 oraz Cessny 208B. Ich średni wiek to ponad 16 lat. Wszystkie maszyny latały wcześniej dla Thai Airwyas. Również piloci oraz personel pokładowy reprezentują narodowego przewoźnika. Samoloty zostały ochrzczone nazwami tajlandzkich miast.

Najbardziej pechowy dla „kaczek” był 2006 rok. W lutym Boeing 737 – 400 lecący do Phuket lądował awaryjnie na lotnisku Bangkok International. Po 10 minutach lotu kapitan stwierdził nieprawidłowości w funkcjonowaniu jednego z silników. Po dotknięciu kołami pasa okazało się, że pojawiły się problemy w układzie hamulcowym. Maszyna wpadła w poślizg. Dwoje spośród 109 pasażerów zostało lekko rannych. Trzy miesiące później podobne problemy pojawiły się podczas lądowania w Phuket – załoga również raportowała problemy z pracą silnika. Tym razem nikt nie ucierpiał. Pechowe samoloty nie miały charakterystycznych „ptasich” barw Nok Air, lecz logo Thai Airways z dopiskiem „operated by Nok Air”.

Niewątpliwą atrakcją dla pasażerów jest swoista, rzadko spotykana w liniach low-cost, „klasa biznes”. Za niewielką dopłatą można otrzymać większy i wygodniejszy fotel z przodu samolotu, 30-kilogramowy limit bagażu oraz darmowe czasopisma, napoje i przekąski. Z linii korzystają również Polacy lecący indywidualnie na wczasy z Bangkoku do Phuket.



Kaczki czy kluski?

Pomimo tego przyszłość linii nie wygląda różowo. W połowie sierpnia do tajskiego ministra transportu trafił plan restrukturyzacji firmy. Rosnące straty spowodował głównie wzrost cen paliwa – przedsprzedaż biletów, w których cenie zawarto niższy koszt ropy. Tym samym pasażerowie odbywali podróże dużo poniżej aktualnych kosztów przelotu.

Ratunek ma przynieść radykalna zmiana dziennej ilości lotów – z dotychczasowych 70 do zaledwie 20. Mówi się również o dwudziestoprocentowym obniżeniu pensji, zarówno kierownictwa, jak i szeregowych pracowników, a także zrezygnowaniu ze współpracy z zewnętrznymi firmami. Ceny biletów podwyższono o kilkanaście procent.

Uziemione samoloty firma stara się oddać w leasing innym przewoźnikom. W grę wchodzi między innymi Myanmar International Airways, z którym cały czas trwają negocjacje. Birmańczycy potrzebują średniodystansowego i pojemnego samolotu do obsługi tras z Yangon do Bangkoku i Kuala Lumpur.

Pierwsze efekty nowej polityki ekonomicznej już widać. Niższa częstotliwość lotów spowodowała zapełnienie samolotów w około 90 procentach. Z kręgów zarządu dają się słyszeć głosy ostrożnego optymizmu co do przyszłości Nok Air. Jeszcze kilka tygodni temu sytuacja była dużo gorsza.

– Zacznę lepiej sprzedawać kluski – pozwolił sobie wówczas na żart Patee Sarasin w rozmowie z jedną z lokalnych gazet ukazujących się w Bangkoku. Sarasin jest również właścicielem restauracji oraz biura z ofertami last minute. Złośliwi dodawali, że prezes będzie miał spore problemy ze sprzedażą owych klusek, bowiem ceny żywności w Azji poszybowały do góry, podobnie jak paliwo lotnicze.

W Tajlandii Nok Air cieszy się jednak sporą popularnością. Z jednej strony wpływają na to niecodzienne barwy samolotów, z drugiej zaś polityka zarządu firmy. Od początku istnienia za priorytet uznano „przejrzystość cen”, czyli podawanie pełnej informacji, bez ukrytych opłat. Swoje robi też współudziałowiec – Thai Airways – odpowiadający za wyszkolenie załóg i serwis samolotów. Tajlandzki rynek przewozów lotniczych jest bardzo specyficzny. Ze względu na relatywnie niskie dochody sporej grupy ludności w regionie, nawet najdrobniejsza podwyżka cen biletów może oznaczać gwałtowny koniec dla linii lotniczej.

A to już wiesz?  Listopad w Rainbow Tours






Autor Marek Bemben, wytrawny podróżnik i turysta, poleca LAST MINUTE


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

hastagi na stronie:

#gry o kaczkach#linie lotnicze kaczka#tajlandzkie linie lotnicze ptak

Artykuly o tym samym temacie, podobne tematy